poniedziałek, 27 czerwca 2016

"Zanim się pojawiłeś", recenzja książki i filmu ♥



_________________________________________________________________________________

Co robisz, jeśli chcesz uszczęśliwić osobę, którą kochasz, ale wiesz, że to złamie twoje serce?

Jest wiele rzeczy, które wie ekscentryczna dwudziestosześciolatka Lou Clark. Wie, ile kroków dzieli przystanek autobusowy od jej domu. Wie, że lubi pracować w kawiarni Bułka z Masłem i że chyba nie kocha swojego chłopaka Patricka. Lou nie wie jednak, że za chwilę straci pracę i zostanie opiekunką młodego, bogatego bankiera, którego losy całkowicie zmieniły się na skutek tragicznego zdarzenia sprzed dwóch lat.



Will Traynor wie, że wypadek motocyklowy odebrał mu chęć do życia. Wszystko wydaje mu się teraz błahe i pozbawione kolorów. Wie też, w jaki sposób to przerwać. Nie ma jednak pojęcia, że znajomość z Lou wywróci jego świat do góry nogami i odmieni ich oboje na zawsze.

_________________________________________________________________________________






Kilka miesięcy temu dotarł do mnie zwiastun filmu "Zanim się pojawiłeś", od razu się zakochałam. Obiecałam sobie i mojej przyjaciółce wyjście do kina. I tak się stało. 17 czerwca, w piątkowe popołudnie weszłyśmy na salę, a po 2 godzinkach wyszłyśmy, całkowicie rozbite i rozmazane.
Przed obejrzeniem filmu, miałam okazję przeczytać książkę, tak więc do kina szłam przygotowana na  ostrą dawkę łez. Troszkę dokładniej:

Tutaj dużym zaskoczeniem nie jest , że książka  (jak dla mnie) jest o wiele, wiele lepsza od filmu. Chociażby dlatego, że jest dużo bardziej szczegółowa. Zdecydowanie nie dla mnie są książki, które rozkręcają się dopiero w połowie. Ta książka wciąga od pierwszej strony. Już od samego początku zaciekawiła mnie postać głównej bohaterki, śmiesznej i wesołej Lou. 

Kolejną zaletą książki jest całkowicie nieprzewidywalne zakończenie. Zakończenie nie należy do najszczęśliwszych, patrząc pesymistycznym okiem jest wręcz tragiczne. To nie jest słodka i pusta bajeczka, jak wszyscy myślą. Miłość Lou i Willa nie jest miłością od pierwszego wejrzenia, a zakończenie nie brzmi "żyli długo i szczęśliwie".Powieść nie dość, że jest ciekawa to może dać wiele do myślenia. Oprócz genialnej fabuły, jest bardzo dobrze napisana.

Jeśli chodzi o film, jest dobry i również wciągający. Osoby, które czytały książkę wiedzą jak dużo zostało wycięte i ile pobocznych wątków reżyser wywalił. Ale mimo tego, film dostaje dużego plusa, bo zostawiono samą egzystencję, a osoba nie czytająca książki w pełni zrozumie jej przesłanie. 
Myślę, że idealnie dobrano aktorów do ekranizacji książki. Lou zagrała Emilia Clarke, a Will'a - Sam Claflin, na prawdę dopasowali się do swoich ról. Jeśli macie zamiar obejrzeć film, to ostrzegam: brwi Lou nie dają mi spokoju do dzisiaj :D







Bardzo polecam przeczytanie książki jak i obejrzenie filmu! Obie formy stały się dla mnie w jakimś stopniu inspiracją i punktem odniesienia w nowych postanowieniach. Na prawdę świetna robota Jojo!






8 komentarzy: